Makaron
Powierzchnia czysta, gładka,
ukryta w naczyniu, stoi, a ja czekam.
Jej zmiana nie jest nagła,
abym mógł ją dostrzec
wymaga ode mnie — zatrzymania.
Odbijam się w niej jak w lustrze —
twarz całkiem młoda.
Po upływie myśli i stukotu pięciu palców
pojawiają się na powierzchni
pierwsze zmarszczki.
Przezroczyste kulki już skaczą
jedna po drugiej niecierpliwie —
każda chce być jak najwyżej.
Jedna opada, za nią już nad nią a za tą,
następna i kolejna.
Pora na makaron.
A może popatrzę jeszcze.
Teraz mam umysł dziecka.
Przezroczyste kulki skaczą
jedna po drugiej niecierpliwie —
każda jak najwyżej.
Jedna opada, za nią już
następna i kolejna…
Kiedy makaron?