Tam
Palcami zdzieram kolorową tapetę,
poddaje się też ściana z szarego betonu.
Formuję z nich kulkę.
Powieki mam zamknięte — widzę przez nie.
Następny krok — skok do gwiazd.
Wśród galaktyk obłoków
odbijam się jak na trampolinie.
W ręku wciąż trzymam kulkę.
Nagły błysk w oddali.
Mrożę oczy, na darmo.
Zbliża się on całą swą masą.
Jasne światło.
Przechodzi przez wszystko.
Przemieniam się w światło.
Pulsuje miarowo.
Trwanie w tym stanie ulega zmianie.
Budzik dzwoni, unoszę powieki.
Kulkę wciąż trzymam w dłoni.