Burza
Śmiech,
dziecięcy bieg.
Wesoły krzyk.
Burza w kimś się budzi.
Biała rama okienna.
Z widokiem na szarość nieba.
Żółte zboże wiatr kołysze.
Dwie postacie z domu wybiegają.
Drzwi za nimi z hukiem się zamykają.
Biegną przed siebie.
Stają.
Lęk i strach potężny w sobie odczuwają.
Z siłą dziecięcych dłoni
linę rozciągają.
Przed burzą, która je goniła.
To pułapka na nią.
Patrzą na drzwi.
Serca im biją.
Oczy wypełnia przerażenie.
Łzy płyną.
Patrzą we dwoje na drzwi z liną napiętą.
Nikt ich nie otwiera.
Czekają,
czekają.
"Został w środku."
"Biegniemy do białej ramy okna."
Widzą!
Przez okno.
Burza!
Szaleje.
Ręce unoszą się,
opadają,
jak fale na morzu.
Chłosta.
Ten jeden kłos,
co został w domu.
Krzyk.
Cisza.
Drzwi z hukiem się otwierają.
Dzieci wiedzą -
burza wyszła z domu.
Teraz pora na nich.