Bach i
Coś uderza w twarz. Bach.
I w kolejną — trach!
Skóra blada kolor zmienia.
Wszystko przybrało pomidorowy kolor.
Kolejne osoby wychodzą naprzeciw.
A ono znów — bach i trach!
Leżą na wznak, oczy zamknięte.
Ciała będą boleć.
Nikt nie woła pomocy!
Wiatr chłodzi skórę.
Ptaki orbitują. Jeden wylądował, zbliżył się.
Jedna osoba z wysiłkiem usiadła.
Krzyczy: A sio, sio mewo!
Ręką robi daszek nad czołem.
Widzi morze — spienione fale.
Skwierczy słony pot.
A słońce uderza i znów —
bach i trach...